Uwielbiam karmić piersią ! Nie spodziewałam się tego po
sobie, bo w ciąży mówiłam, że jak się uda
to będę się cieszyć, a jak nie, to włosów
z głowy rwać nie będę z tego powodu.
Karmię już albo dopiero 3 miesiące i to jest jedna z
cudowniejszych rzeczy jakie przyszło mi robić w moim życiu. Cały czas czytam na
temat karmienia, na temat cudownych właściwości mleka i bardzo się cieszę, że
nam się udało ! W końcu daje mojemu synowi wszystko co najlepsze. Nie jestem
przeciwniczką karmienia mlekiem
modyfikowanym, niech każda kobieta ma wybór, ale ja jestem zwolenniczką kp :)
Moja przygodna z karmieniem przyszła mi bardzo łatwo i
naturalnie, mimo, że jestem po cc. Myślę jednak, że w macierzyństwie bardzo
ważne jest nastawienie psychiczne do pewnych spraw, ja np. chciałam cesarkę i
czułam się super po niej, śmiem twierdzić, że dzięki temu w dużej mierze ominął mnie baby
blues i depresja poporodowa ! A mam do takich stanów skłonności niestety i
chyba nawet cierpiałam na depresję ciążową o której mało się jeszcze mówi, ale
o tym może innym razem.
Moja przygoda z karmieniem zaczęła się kilka godzin po cc, położne
przyniosły Małego zanim jeszcze wstałam i przystawiły do piersi, jakie było
moje zdziwienie, kiedy syn od razu ochoczo się przyssał… i ssał, tak po prostu,
a ja się tyle naczytałam o technikach przestawiania dziecka, o tym jakie to trudne są początki, a to jest
takie naturalne, czysta natura po prostu… :) i to cudowne uczucie mieć przy
piersi takiego małego ssaka ! Mleko miałam od razu tzn. była to siara oczywiście
i nie były to porażające ilości, oczywiście wtedy jako żółtodziób panikowałam,
że Młody się nie najada, ale syn chętnie ssał, bardzo często go przystawiałam
do piersi i w 4 dobie dostałam nawału mlecznego, od tamtej pory mleka mam
bardzo dużo, laktacja jeszcze mi się nie unormowała, cały czas noszę wkładki
laktacyjne, nawet się zastanawia czy nie kupić takich wielorazowych, bo coś
czuje, że długo to u mnie potrwa.
Cieszę się też bo nie miałam nigdy zastojów i większych
problemów z piersiami i mam nadzieje, że tak już zostanie. Nigdy jednak nie zapomnę tych dwóch pierwszych tygodni karmienia i bólu od spękanych i nieprzystosowanych brodawek, jak beczałam bo myślałam, że nie wytrzymam tego, jak zaciskałam zęby, a ból był dla mnie na prawdę nieziemski, chyba jeden z większych jakie doznałam w życiu i jestem dumna z tego, że to przetrwałam !
W ciąży planowałam, że pokarmie do 6 miesiąca, ale teraz mam
nadzieję, że uda się do roku, a może nawet jeszcze dłużej ! Oczywiście mam
czasem poczucie, że Diabolinek wisi ciągle na cycu, zwłaszcza, że absolutnie mu
nie ograniczam dostępu i je czasem nawet co godzinę, często go też piersią
uspokajam, albo gasi pragnienie, zwłaszcza teraz w te upały, ponieważ nie
dopajam go niczym innym i czasami jest ciężko, ale korzyści płynące z kp są
nieocenione, poza tym chwile które spędzam z synem na karmieniu są cudowne. Uwielbiam
obserwować kiedy on pije moje mleko, kiedy przełyka głośno, kiedy stęka z
zadowolenia, kiedy ruszają mu się słodko policzki, jak u chomiczka, kiedy patrzy
mi w oczy i nie raz się uśmiecha do mnie wtedy ! To są takie chwile które nikt
nigdy nam już nie odbierze.

Ach, zazdroszczę tej łatwości w karmieniu... :/ Ale to świetnie, że o tym piszesz, ile radości daje Ci karmienie, mam nadzieję, że to się udziela też innym mamom! ;)
OdpowiedzUsuńJak się tak Ciebie czyta, to aż rośnie we mnie nadzieja. Bo naczytałam się jakie to karmienie trudne i straszne. Trzymam kciuki oby dalej szło Ci tak gładko i oby do roku i jeszcze dłużej, tak jak Ci się marzy :)
OdpowiedzUsuńBo takie jest ;) przynajmniej na początku.
UsuńTeż zazdroszczę, mi się nie udało. Ale u mnie zastoje w obu piersiach były na porządku dziennym, a już całkiem dobiło mnie zapalenie piersi.
OdpowiedzUsuńCo do karmienia dłużej niż rok: położna ostrzegała mnie, żeby karmić maks rok. A to dlatego, że jeśli poziom prolaktyny jest przez dłuższy czas podwyższony, to może się niepotrzebnie gospodarka hormonalna rozregulować.
PS Widzę, że Twój synek jest o tylko kilka dni młodszy od mojej Lenki :)